sobota, 21 stycznia 2012

+ MILKOWO

Najpotrzebniejsze rzeczy spakowane. Po Eucharystii ruszamy z Ks. Krzysztofem do Milkowa w… poszukiwaniu katolików. Od Pietropawłowska to tylko 300 km. i to nawet po asfalcie. Krajobraz po drodze to ośnieżone góry, tajga i… mało co, a właściwie w ogóle nie widać żywego ducha. Od czasu do czasu mija nas jakiś samochód. Na zewnątrz temperatura waha się od – 19 do -30. Przesuwamy paciorki różańca i modlimy się za mieszkańców Milkowa. Niedawno zadzwoniła jedna rodzina stamtąd z pytaniem o Mszę św., więc jedziemy z nadzieją na spotkanie i wspólną modlitwę. Nie znamy tej rodziny. Wieczorem docieramy do celu. Rankiem, jak apostołowie, przemierzamy niewielkie miasteczko wzdłuż i wszerz rozwieszając na tablicach ogłoszeń, w sklepach informację o Eucharystii. Mróz nam nie straszny:) Szukamy katolików. Nie ma tu kaplicy, jesteśmy w wynajętym mieszkaniu, gdzie trwa remont. Ależ skromnie. Modląc się w pustym, niepomalowanym pokoju nasuwa się myśl – Bez P. Boga nasze serca są jak taki pokój – szary, nijaki, pusty, ale P. Bóg może z niego uczynić cudo, jeśli tylko pozwoli się Mu na to. Lepiej Jemu oddać pędzel…
Niestety na Eucharystię nikt nie przyszedł. Ks. Proboszcz kilkakrotnie dzwonił do rodziny, która pytała o Mszę św. Telefon milczał. Ewangelia tego dnia była o pierwszych uczniach. Najpierw dwóch uczniów Jana słyszy jak nazywa On Jezusa Barankiem Bożym. Zostawiają wszystko i idą za Jezusem. Jeden z nich Andrzej przyprowadza Piotra do Jezusa. Szukali nie czegoś ale Kogoś i znaleźli. Ile razy nam będzie dane przemierzać ulice Milkowa, by przyprowadzić jego mieszkańców do Jezusa? Siejemy, plon należy do P. Boga.
Po Eucharystii jedziemy do Igora – pastora zielonoświątkowców. Zaprosił nas na kolację. Poznaliśmy Jego żonę Olgę, córkę Glafirę oraz Jego siostrę Walentynę. Pokrzepiliśmy nie tylko ciało, ale i ducha, bo zaraz po kolacji Igor wyciągnął bajanę i zaczęliśmy śpiewać – prawdziwy koncert dla Jezusa. Potem Ks. Krzysztof zaczął grać na gitarze i śpiewaliśmy kolędy i w j. polskim i w j. rosyjskim.
Jutrznia i Eucharystia zakończyły nasz pobyt w Milkowie. Wieczorem wróciliśmy do Pietropawłowska i wtedy zadzwoniła pani Nadieżda. O Mszy św. dowiedziała się z ogłoszeń. Pomyliła dni i przyszła wieczorem, gdy my byliśmy już w Pietropawłowsku. A więc nic nie poszło na marne, nawet jeśli się nie spotkaliśmy… tym razem.






Cel podróży







I posyłał ich po dwóch







Temperatura w dzień







Aby wszyscy wiedzieli








Przychodzi Pan







Spotkanie dobiega końca

wtorek, 17 stycznia 2012

+ KONCERT KOLĘD

W Boże Narodzenie po wieczornej Mszy św. był mały koncert kolęd, trochę przedziwny, bo… kolędowali z nami anonimowi alkoholicy z ośrodka i protestanci. Reprezentantami parafian byłyśmy my, czyli siostry. Wszyscy śpiewaliśmy całym sercem i jakoś tak czuliśmy, że i całe niebo śpiewało z nami.




1 chór





2 chór




3 chór




I wszyscy razem!

+ BÓG SIĘ RODZI

Mówi się, że Święta Bożego Narodzenia są bardzo rodzinne. I to prawda. Tu na Kamczatce wszyscy jesteśmy jedną, wielką rodziną. A jak świętowaliśmy?
O godz. 19.30 zasiedliśmy do wieczerzy wigilijnej: nasza kamczacka wspólnota czyli S.M. Donata, S.M. Jana, Ks. Proboszcz Krzysztof Kowal i Ks. Jan Radoń, nasze siostry: S.M. Inga i S.M. Janet, oraz nasi parafianie z Kluczy Dimitr i Walentyna.
Pasterka rozpoczęła się o godz. 22. Kaplica wypełniona była parafianami i gośćmi. Aż się serce cieszyło, że tak wielu przyszło świętować narodziny naszego Pana. Śpiewaliśmy głośno, modliliśmy się żarliwie, nasze serca i ta ziemi potrzebuje narodzenia Boga i On przychodzi, bo kocha. Po Pasterce dzieliliśmy się opłatkiem. W prezencie każdy otrzymał od nas gipsowe Dzieciątko (dzieło S. Donaty i S. Janet).
Bóg się rodzi i to jest najwspanialsza wiadomość z… ostatniej chwili.





Przy wigilijnym stole




Dima po mistrzowsku przygotował rybę. No cóż karpi u nas nie ma, za to łososia jest pod dostatkiem:)







Szopka w naszej kaplicy






Razem zawsze raźniej:)

+ NASZE SIOSTRY

Samolot z Moskwy wylądował punktualnie. Dla nas to ważne, bo przyleciały nim S. M. Inga
i S. M. Janet. Ks. Proboszcz przywitał je różami (takimi od św. Tereski), a my otwartymi ramionami. Pogoda choć mroźna była tak piękna, że nasze siostry w drodze z lotniska do domu zobaczyły wulkany: Koriacki, Awaczyński i Kozielski. Nie zawsze się odsłaniają. My mamy na to krótką odpowiedź: Po prostu P. Bóg tak kocha! Niespodzianki to Jego specjalność. Od 17 do 26 grudnia nasza felicjańska wspólnota będzie aż 4 osobowa:)




Witamy na Kamczatce!





W tajdze u naszych przyjaciół Nastii i Andrieja.






Z Siergiejem Koriakiem przy Jego małym domku





W prawosławnej cerkwi w Mutnej. Zapalone świece były modlitwą za Matkę Generalną i wszystkie felicjanki, gdziekolwiek służą na świecie.





Radość ze spotkania u babuszki Andżeliki. Babuszki to jeden z naszych apostolatów, tak więc trzeba go zakosztować podczas wizytacji.